XI Niedziela Zwykła – „Kiełkuje i rośnie…”       

Jezus powiedział do tłumów: Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. (Mk 4,26-34)

Kościół jest skromny, powolny i niepozorny w swoim działaniu – zupełnie jak kiełkujące ziarenko – a to co w Nim najcenniejsze, można zamknąć w dłoni i wydrukować w jednej kieszonkowej książeczce. Siła i sens Kościoła nie polega bowiem na atrakcyjnym opakowaniu, lecz kryje się w wewnętrznej zawartości. A zawartością tą jest sam Bóg.

Ale pewnie nasuwają się nam różne wątpliwości. Najpierw ta, że Kościół swą drogocenną, choć taką skromną zawartość chowa w niewspółmiernie wielkich i przebogatych opakowaniach. Przecież ta garstka Najświętszych Hostii nie potrzebuje tak kunsztownych i ciężkich od złoceń kielichów, ołtarzy, świątyń! Owszem, ale człowiek potrafi kochać Boga i wyrażać swoją miłość, tylko na własną miarę i sposób, czyli przez sztukę, piękno, przepych, prostotę. A poza tym, nie od tego zależy chwała Boga, w jakiej monstrancji się Go ukazuje, lecz od tego, kto na Niego patrzy, jak patrzy i jak kocha.

Dalej zastanawiamy się, po co Kościołowi radio, telewizja, prasa, księgarnie, wydawnictwa… Przecież Bóg nie potrzebuje kampanii reklamowych ani specjalnego zaplecza technicznego. Owszem, prawda nie musi być krzykliwa, bo prawda nie przekonuje siłą głosu, lecz siłą argumentów. Ale zarazem prawda chce dotrzeć i oświecić wszystkich ludzi, chce nas ubogacić, uczynić lepszymi.

Wreszcie myślimy sobie tak: a dlaczego Kościołowi tak bardzo zależy na ziemi, domach katechetycznych, seminariach, placach zabaw, szkołach, szpitalach? Czy nie potrafi się obejść bez kont bankowych i armii pracowników?

Oczywiście, że potrafi! Nie potrzebuje wielkich pieniędzy ani najemników. Potrzebuje za to świadków. Potrzebuje ludzi wiary, ludzi, którzy poznali Boga i zaufali Mu. Jego celem jest dobro człowieka, i to nie tylko duchowe, wieczne, ale także to przyziemne: zdrowie, godne utrzymanie, spokojna starość, a nawet i trochę zwykłej rozrywki. I dlatego Kościół musi się nieraz rozglądać za środkami, które pozwoliłyby te cele realizować. I jeśli nie chce bujać w obłokach, musi się nieraz schylić i podnieść trochę grosza. Ale nigdy grosz ten nie jest celem samym w sobie – zawsze służy czemuś więcej: służy człowiekowi, zarówno dla życia wiecznego, jak i doczesnego. Właśnie taki jest Kościół.